Aloha!
Tak sobie myślałam, popijając moją
kawę oczywiście, że zamiast do pracy to ja bym sobie w góry
poszła. Najlepiej w Himalaje, gdzie śnieg, gdzie zimno, gdzie
wieje (akurat za wiatrem to nie tęsknię, bo tu akurat często
wieje).
Bo o Mount Everest to ja bardzo często myślałam. Jakoś się tak złożyło, że nie wyszło.
Żeby w góry wysokie się wybrać, to trzeba zaliczyć te niższe. I zaliczałam – Świętokrzyskie, Beskidy... I problemów nie było, i dawałam radę. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy apetytu na Tatry dostałam, okazało się, że nie mogę – nie, bo facetem nie jestem. A że młoda byłam i głupia, i mnie nikt nie nauczył, jak walczyć o swoje – zrezygnowałam. Pomyślałam sobie „no tak już chyba musi być, chyba to nie dla mnie” i się poddałam. I tak jakoś teraz żałuję. Bo być może gdybym się zawzięła, gdybym się uparła, gdybym walczyła, to może nie tylko Tatry wysokie, ale i w te Himalaje bym polazła.
Chodziłam jeszcze sobie tu, tam, nawet te Tatry odwiedziłam, ale to nie było to. Bo mąż, bo dzieci, bo kłopoty dorosłego życia... Nie żebym jakiś żal do kogokolwiek miała. Ja wściekła sama na siebie jestem.
I patrzę na ludzi, i widzę, jak dążą do celu, jak wypruwają siebie flaki, żeby znaleźć się tam, gdzie chcą. Nie rezygnują, kiedy im ktoś wmawia „to nie dla ciebie...”. I się wkurzam na siebie, że się poddałam, przecież tak lubię łazić po tych górach (na plaży też lubię leżeć, żeby nie było).
Zastanawiam się również, czy jest coś, co mogłabym zrobić teraz, żeby te Himalaje zobaczyć. Oczywiście z góry je obejrzeć, z tej najwyższej. I szperam w tym internecie. Oglądam filmiki, czytam rady, ale nic a nic nie ma o tym, jak pani w średnim wieku z poziomu kanapy wdrapuje się na Mount Everest. Dla młodych – ok, dla wysportowanych – ok, ale nie dla babci w moim wieku.
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że wdrapać się na tę górę nie jest łatwo (jeszcze trudniej zejść, poważnie).
Z reguły, jeśli ktoś pyta się o nazwę najwyższej góry świata, w odpowiedzi słyszy ''Everest''. A to nie tak do końca prawda. Fakt, wyżej wejść się nie da. Licząc od poziomu morza, Everest to najwyżej położony punkt świata. Jednak nie najwyższa góra świata. Wysokość góry liczy się od jej podstawy. I tu niestety Himalaje przegrywają z Hawajami. Najwyższa góra świata, Mauna Kea, mieści się w centrum największej wyspy Hawajów. „Biała góra” (tak należy tłumaczyć nazwę) ma ponad 10 000 metrów, ale większa jej część leży pod wodą. Wierzchołek sięga 4 200 metrów nad poziom morza (szczyt Mount Everest to 8 600 m npm.).
Mauna Kea to stary wulkan, no w końcu Hawaje to Hawaje, więc to nie duża niespodzianka. Znawcy tematu twierdzą, że Mauna Kea zaczęła rosnąć około 800 000 lat temu i ostatnia erupcja miała miejsce około 4500 lat temu.
Bo o Mount Everest to ja bardzo często myślałam. Jakoś się tak złożyło, że nie wyszło.
Żeby w góry wysokie się wybrać, to trzeba zaliczyć te niższe. I zaliczałam – Świętokrzyskie, Beskidy... I problemów nie było, i dawałam radę. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy apetytu na Tatry dostałam, okazało się, że nie mogę – nie, bo facetem nie jestem. A że młoda byłam i głupia, i mnie nikt nie nauczył, jak walczyć o swoje – zrezygnowałam. Pomyślałam sobie „no tak już chyba musi być, chyba to nie dla mnie” i się poddałam. I tak jakoś teraz żałuję. Bo być może gdybym się zawzięła, gdybym się uparła, gdybym walczyła, to może nie tylko Tatry wysokie, ale i w te Himalaje bym polazła.
Chodziłam jeszcze sobie tu, tam, nawet te Tatry odwiedziłam, ale to nie było to. Bo mąż, bo dzieci, bo kłopoty dorosłego życia... Nie żebym jakiś żal do kogokolwiek miała. Ja wściekła sama na siebie jestem.
I patrzę na ludzi, i widzę, jak dążą do celu, jak wypruwają siebie flaki, żeby znaleźć się tam, gdzie chcą. Nie rezygnują, kiedy im ktoś wmawia „to nie dla ciebie...”. I się wkurzam na siebie, że się poddałam, przecież tak lubię łazić po tych górach (na plaży też lubię leżeć, żeby nie było).
Zastanawiam się również, czy jest coś, co mogłabym zrobić teraz, żeby te Himalaje zobaczyć. Oczywiście z góry je obejrzeć, z tej najwyższej. I szperam w tym internecie. Oglądam filmiki, czytam rady, ale nic a nic nie ma o tym, jak pani w średnim wieku z poziomu kanapy wdrapuje się na Mount Everest. Dla młodych – ok, dla wysportowanych – ok, ale nie dla babci w moim wieku.
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że wdrapać się na tę górę nie jest łatwo (jeszcze trudniej zejść, poważnie).
Z reguły, jeśli ktoś pyta się o nazwę najwyższej góry świata, w odpowiedzi słyszy ''Everest''. A to nie tak do końca prawda. Fakt, wyżej wejść się nie da. Licząc od poziomu morza, Everest to najwyżej położony punkt świata. Jednak nie najwyższa góra świata. Wysokość góry liczy się od jej podstawy. I tu niestety Himalaje przegrywają z Hawajami. Najwyższa góra świata, Mauna Kea, mieści się w centrum największej wyspy Hawajów. „Biała góra” (tak należy tłumaczyć nazwę) ma ponad 10 000 metrów, ale większa jej część leży pod wodą. Wierzchołek sięga 4 200 metrów nad poziom morza (szczyt Mount Everest to 8 600 m npm.).
Mauna Kea to stary wulkan, no w końcu Hawaje to Hawaje, więc to nie duża niespodzianka. Znawcy tematu twierdzą, że Mauna Kea zaczęła rosnąć około 800 000 lat temu i ostatnia erupcja miała miejsce około 4500 lat temu.
Przy okazji pozwolę sobie wspomnieć, że jeśli policzymy odległość szczytu góry od środka Ziemi, to Everest przegrywa z andyjską górą Chimborazo, która wznosi się bardzo blisko równika w Ekwadorze.
Na szczyt Mauna Kea można się
wdrapać, ale można też sobie wjechać. Co prawda nie ma
publicznego transportu, ale na szczyt prowadzi droga i jeśli
samochód jest odpowiedni – nie powinno być problemów (taki
z napędem na cztery koła, terenowy taki). Może być problem
z samopoczuciem, bo mogą wystąpić objawy choroby
wysokościowej. W końcu to ponad cztery tysiące metrów. Tak
czy inaczej; można się samochodem na szczyt wybrać.
Teoretycznie, bo w praktyce – to cóż, nie takie proste. Ale
po kolei.
Na początku lat
sześdziesiątych XX wieku Hawajska Izba Handlowa zachęcała do
''rozwoju astronomicznego'' na Mauna Kea, mając nadzieję na
ekonomiczne korzyści. W tym samym czasie jeden z profesorów
uniwersytetu w Arizonie (Gerard Kuiper) szukał odpowiedniego
miejsca na obserwatorium. On i jego asystentka robili testy
i badania w różnych miejscach i w końcu
uznali, że Mauna Kea to najlepszy wybór. Trzeba było zdobyć
fundusze. Zaczęła się wojna o pieniądze i o prawo
do postawienia obserwatorium. Bo o Mauna Kea nie tylko Kuiper
wiedział. Walkę toczyły trzy uniwerstety – Arizona, Harvard
i Hawajski. Mimo, że w tym czasie Uniwersytet
Hawajski nie miał wydziału astronomii, to właśnie oni dostali od
NASA fundusze. Wtedy władze uczelni zdecydowały się powołać
Instytut Astronomii.
W 1968 roku Uniwersytetowi
przekazano w dzierżawę, na 65 lat, grunty w promieniu
czterech kilometrów od obserwatorium. Budowę teleskopu ukończono
w 1970 roku – był to siódmy co do wielkości teleskop na
świecie.
W 1973 roku Kanada i Francja
zgodziły się na wsparcie budowy następnego teleskopu
(Canada–France–Hawaii Telescope, w skrócie CFHT), który
miał być większy (3,6 metra). Wówczas to lokalne organizacje
zaczęły zgłaszać obiekcje. Obawiano się wpływu
obserwatorium na środowisko. Głosy sprzeciwu zostały wysłuchane
i przygotowano plan zarządzania (1977r.), który został
zatwierdzony przez Uniwersytet Hawajski w 1982 roku.
W 1998 roku z dzierżawy
przeniesiono osiem kilometrów kwadratowych na uzupełnienie
''rezerwatu epoki lodowcowej Mauna Kea'' (Mauna Kea Ice Age Natural
Area Reserve). Pierwotny plan (ten z 1977 roku) rozszerzono
w 2000 i pozostawiono ''dla astronomii'' dwa kilometry
kwadratowe. Resztę przeznaczono na ''ochronę przyrody i kultury''.
Mimo to, społeczność hawajska uznała, że okazano brak
szacunku wobec wartości kulturowych.
W chwili obecnej w Rezerwcie
Naukowym Mauna Kea pracuje trzynaście teleskopów (mniejszych
i większych).
W kwietniu 2013 zatwierdzono
budowę czternastego obiektu, który ma mieć trzydzieści! metrów.
Może nie będzie to największy teleskop na świecie (taki ma zostać
ukończony w 2025 roku w Chile), ale trzydzieści metrów
to dużo.
![]() |
By User:Cmglee - Comparison optical telescope primary mirrors.svg, CC BY-SA 3.0 TMT w górnym prawym rogu |
Na Hawajach zawżało i w październiku
2014 roku odbył się pierwszy protest. Wstrzymano projekt.
Tymczasowo. W marcu 2015 protestujący pojawili się
ponownie, żeby zablokować drogę, która prowadzi na szczyt. Budowę
wstrzymano ponownie. Tymczasowo. Gubernator obiecał zmiany
w zarządzaniu rezewatem, ale stwierdził, że budowa TMT
musi iść na przód. Sąd najwyższy zatwierdził wznowienie budowy
w październiku 2018 roku. W połowie 2019 roku na
change.org pojawiła się petycja ''The Immediate Halt to theConstruction of the TMT Telescope on Mauna Kea'', która do tej pory
zebrała 398 319 podpisów.
Jak się sytuacja rozwinie? Zobaczymy.
Wszystko jeszcze w toku.
Dlaczego Hawajczykom tak bardzo zależy
żeby zatrzymać budowę? W końcu taki obiekt nie powinien
w jakimś znaczącym stopniu zagrozić środowisku. Może też
przynieść korzyści ekonomiczne, miejsca pracy i takie tam.
Dlaczego więc protestują?
Sytem ''kapu'' to starożytny system
regulujący wszystkie sfery życia na Hawajach. Określał dokładnie
i konkretnie co, kto, kiedy i jak może robić, jeść,
spać, iść. Wszystko co było objęte ''kapu'' było zabronione
jako święte.
System opierał się na przekonaniu, że
wszystko co związane z duchami i bogami ma dużo mocy
duchowej (mana). Wierzono, że reguły (kapu) zostały stworzone
przez bogów i zinterpretowane przez wodzów (ali’i)
i kapłanów (kahuna). Jako, że każdy wódz był potomkiem
bogów, oni również byli kapu. Czyli nie dość, że mogli ustalać
co jest kapu, a co nie, byli też objęci absolutnym
immunitetem. Wszystko, co należało do wodza – żona, dzieci,
ziemia, dom, ubranie – również było objęte kapu. Przestrzegania kapu
pilnowali kapłani. Złamanie prawa, nawet nieumyślnie, było surowo
karane. Najczęściej była to kara utraty życia.
Mauna Kea jest święta dla rdzennych
Hawajczyków. Jest domem Na Akua (boskich bóstw) i Na’Aumakua
(boskich przodków), a także miejscem spotkań Papy (Matki
Ziemi) i Wakea (Niebiańskiego Ojca), którzy są przodkami ludu
hawajskiego. Jest to zarówno miejsce pochówku, jak i ucieleśnienie
przodków, w tym ali'i i kahuna.
Manua Kea jest tradycyjnie chroniona
przez ''kapu''.
Współcześni hawajczycy nadal czczą
Mauna Kea z szacunkiem, a wiele praktyk kulturowych
i religijnych nadal tam się odbywa. Oprócz tego, że góra ma
święte znaczenie, na szczycie znajduje się również blisko sto
stanowisk archeologicznych i wiele tradycyjnych dóbr kultury.
I dlatego Hawajczycy protestują.
Ale...
No właśnie jest ale.
Czytając różne artykuły dotyczące
protestu przeciwko TMT, czytałam również komentarze. Najczęściej
są to komentarze typu ''precz od naszej świętej góry''. Zdarzają
się jednak i takie, które wskazują, że nie wszyscy
mieszkańcy Hawajów są na nie. Oto przykład jednego z nich:
Komentarz do artykułu ''MaunaKea''
''Chociaż nie jestem Hawajczykiem,
mieszkam na Big Island od 1978 roku i pracuję z wieloma
rdzennymi Hawajczykami. Wielu z nich wyraziło mi, że popiera
TMT budowane na Maunakea i ogólnie astronomię. Wypowiadanie
się, że Hawajczycy są przeciwko TMT lub że TMT zbezczeszcza
świętą ziemię, oznacza jednostronne spojrzenie na rzeczywistość,
które nie jest poparte faktami!
(...)
Przyznaję, że jestem za TMT
i uwielbiam astronomię! Mogę z przekonaniem powiedzieć
wszystkim, że astronomowie również kochają Maunakea i nie
zbezczeszczają żadnych świętych miejsc. Zachowują się
z godnością i szacunkiem dla kultury hawajskiej!''.
Źródła:
www.ulukau.org
kaizenwong.angelfire.com
sites.coloradocollege.edu
Wikipedia